Ursi - 2013-07-12 14:56:15

W ręce wpadł mi ostatnio kilkunastostronicowy komiks wydany, jak się domyślam, z okazji 70. rocznicy pacyfikacji wsi.

Całość robi na pierwszy rzut oka bardzo dobre wrażenie. Atrakcyjna forma sprzyja zamysłowi propagowania historii także wśród młodszej części naszego społeczeństwa. Niestety, z tekstem nie jest już tak wesoło...

Oprócz licznych błędów edytorskich, już na pierwszej stronie pojawiają się błędy merytoryczne.  Mowa jest tam o tym, że:

1.

II wojna światowa dla mieszkańców Woli Zarczyckiej zaczęła się 8 września 1939 roku, kiedy do wsi wkroczyły wojska niemieckie.

ad 1. Jak to możliwe, skoro Wojsko Polskie tego dnia utrzymywało jeszcze obronę po północnej stronie Wisły (w rejonie Nowego Korczyna)? Wkroczenie Wehrmachtu do Woli przyspieszono o całe 5 dni...

2. Błąd literowy w nazwie „Waldager”.

ad 2. Powinno być „Waldlager”.

3. [Mówi kapitan SS Hans Mack]

To, co robią partyzanci w powiecie leżajskim jest nie do przyjęcia !!!

ad 3. Nie było ani przed wojną, ani w trakcie okupacji powiatu leżajskiego.

4. <ostatnia strona — mowa o wysadzeniu mostu w Tryńczy/Chodaczowie> mostu strzec miał wg. autorów oddział SS. Mocna przesada. Był tam prawdopodobnie oddział Bahnschutz, czyli formacji przypominającej naszą SOK. Ponadto, rysując fragment strażnicy kolejowej, rysownik zasugerował się jej dzisiejszym wyglądem, bez muru attykowego. Co więcej, nie widać też wykuszu (wieżyczki), której w rzeczywistości z tej perspektywy nie zauważyć się nie da.

Przykre to, że tyle tu błędów, choć jak wynika ze strony redakcyjnej, praca była konsultowana z magistrem historii...

Sławomir Kułacz (Leżajsk/Gdańsk)

Plumer - 2013-08-24 16:58:36

Sławku zainspirowałeś mnie do zapolowania na to dość nietypowe wydawnictwo. I udało się! Dzięki mojemu Koledze z pracy (dzięki Marku!) stałem się szczęśliwym posiadaczem komiksu. Pierwsze wrażenie rzeczywiście bardzo pozytywne. Staranna szata graficzna, forma prezentacji nastawiona głównie na ludzi bardzo młodych – i dobrze! Trochę żal zrobiło mi się na sercu, że zabrakło podobnej (a właściwie żadnej?!) publikacji w 70. rocznicę pacyfikacji Leżajska. Wprawdzie nakład to tylko (a może aż?) 1000 egzemplarzy Z nutką zazdrości zacząłem lekturę komiksu, mając nadzieję, że niedociągnięcia wskazane przez Sławka wyczerpują limit błędów faktograficznych. „Szczęście” trwało do momentu uważnego przeczytania tekstu.

W pierwszym zdaniu wstępu od razu nieprawdziwa informacja dotycząca daty wkroczenia wojsk niemieckich do Woli Zarczyckiej, o czym napisał powyżej Sławek. Parę linijek niżej wymieniono Tomasza Betkę ps. Manierka i Pawła Siuzdaka ps. Dziunkowski, jako chyba najważniejszych członków podziemia. Ani słowa o tym, że dowódcą placówki nr 8 AK był ppor. inż. Józef Siuzdak ps. Zatorski. Ale nie czepiajmy się detali, formuła komiksu a Autor wskazał wg niego najbardziej brawurowych żołnierzy podziemia. No tak tylko z kolejnego zdania wynika, że obaj Panowie brali udział w odbiciu więźniów z aresztu w Żołyni z 24/25 kwietnia 1943 r., a to już kolejne przekłamanie, gdyż drugi z nich nie był uczestnikiem tej akcji. Jednak i tę nieścisłość można by uznać za drobiazg i przejść nad nią do porządku dziennego.

Kilka stron dalej widzimy salę, do której wprowadzani są aresztowani w czasie pacyfikacji mieszkańcy wioski, z perspektywy człowieka siedzącego za parawanem. Człowiek ten, w dalszej części publikacji, decyduje o losach zatrzymanych wskazując na palcach wcześniej umówioną liczbę oznaczającą śmierć, obóz bądź uwolnienie. Znajome? A jakże! Podobną mistyfikację, niespełna miesiąc wcześniej, Niemcy zastosowali podczas pacyfikacji w Leżajsku.

Na ostatniej stronie komiksu znalazł się taki oto rodzynek:

„MOST NA WISŁOKU W TRYNCZY – PÓŹNY WIECZÓR 14 KWIETNIA 1944 R. PARTYZANCI M.IN. OD MANIERKI I DZIUNKOWSKIEGO MINUJĄ… I WYSADZAJĄ MOST BRONIONY PRZEZ ODDZIAŁ SS”.

Na temat wysadzenia mostu w Tryńczy miałem już przyjemność pisać na łamach tego forum. W związku z tym przypomnę tylko krótko, że most ten został wysadzony  w ramach akcji o kryptonimie „Jula”, w nocy z 5/6 IV 1944 r., a dokonał tego oddział Kedywu ze stołecznego batalionu „Zośka”. Osłonę stanowiły oddziały AK z Przeworska. Nie było wśród nich partyzantów od Manierki i Dziunkowskiego. Na temat obrońców mostu napisał wyżej Sławek.

Bardzo żałuję, że wydana, pewnie niemałym wysiłkiem, publikacja mająca uświetnić 70. rocznicę pacyfikacji Woli Zarczyckiej, pomimo świetnego pomysłu i szaty graficznej, w warstwie historycznej jest tak mało rzetelna (delikatnie sprawę ujmując). Nie zakładam złej woli Autora tekstu, jednak obawiam się, że korzystał w głównej mierze z wcześniejszych publikacji „takiego jednego magistra historii”. Szkoda!

Pozdrawiam
Andrzej

Ursi - 2013-08-25 21:10:08

No to pięknie... pięknie... Niewarte papieru, na którym zostało wydrukowane...

Ursi - 2013-08-28 19:31:50

Plumer — Twoja skrzynka jest pełna i nie przyjmuje wiadomości...

Plumer - 2013-08-30 17:19:29

Sorry, już powinno być ok.

Plumer - 2013-09-02 23:22:39

Przepraszam wszystkich ale musiałem poprawić mój tekst. Coś mi do końca nie dawało spokoju. Sprawdziłem dokładnie w posiadanych materiałach. Właściciel gospody o którego chodzi w publikacji był jednak konfidentem. To ja pomyliłem go z inną osobą za co jeszcze raz przepraszam.

Plumer - 2013-12-09 20:08:33

Okazuje się, że oprócz okolicznościowego komiksu ukazała się jeszcze taki oto artykuł http://galicjusz.pl/prasa/article?str=& … c=1&page=2 , który jest przedrukiem z miesięcznika Azalia nr 6/2013 (do ściągnięcia pod adresem http://www.nowasarzyna.eu/urzad-miasta- … /2013-rok/

Tu też jest "ciekawie"! Tym razem Autorka podaję nieco inną datę zajęcia Woli przez Niemców:

"Niemcy weszli do Woli Zarczyckiej 9 września 1939 roku."

Jak było naprawdę patrz wyżej.

Zauważyłem, że od dłuższego czasu we wszystkich publikacjach dotyczących pacyfikacji Woli, mitologizowana jest postać Tomasza Betki ps. "Manierka", któremu trzeba oczywiście oddać należne mu miejsce w strukturach "wolańskiego" podziemia AK-owskiego i docenić jego nieprzeciętną odwagę. Jednak na Boga we wszystkim trzeba mieć umiar. W tej publikacji pojawia się nieco więcej informacji na temat dowództwa placówki nr 8 AK.

W początkach 1941 roku Jan Siuzdak z Łętowni, ps. Zatorski zaczął organizować regularny ruch oporu.

Prawie wszystko się zgadza poza imieniem. "Zatorski" miał na imię Józef nie Jan. Może to szczegół ale...

Dalej Autorka napisała, zgodnie z prawdą, że w skład placówki wchodziły dwa plutony.

Dowódcą pierwszego z nich został Tomasz Betka ps. Manierka. Drugim dowodzili kolejno Jan Ruszak ps. Topolski i Paweł Siuzdak ps. Dziunkowski.

I znów może czepiam się szczegółów ale pierwszym plutonem dowodzili w kolejności "Topolski" i "Dziunkowski" a drugim w kolejności Jan Buczkowski ps. "Kruk" (zamordowany 3 maja 1943 r.) i dopiero później "Manierka"

Oba plutony liczyły około 400 żołnierzy.

Mój Boże! Oznacza to, że sformowano 4 plutony. W rzeczywistości każdy z plutonów liczył od ok. 60 do 80 ludzi.

Na temat akcji na Waldlager w Sarzynie też narosło sporo mitów (zarówno na temat zdobyczy jak i ilości wykonanych wypadów). Wielu piszących na ten temat nie zdaje chyba sobie sprawy choćby z faktu, iż zorganizowana akcja na Waldlager wymagała zgody dowództwa Okręgu AK. A wszelkie akcje indywidualne były zwykła samowolą, która mogła się skończyć sądem. Na temat zdobyczy Autorka napisała:

W 1943 roku zdobyli w ten sposób około 24 tys. granatów i oraz 20 ton trotylu.

Pozostawię to bez komentarza. Każdy kto ma trochę wyobraźni łatwo przeliczy sobie te wielkości na co chce (plecaki, furmanki, ciężarówki?).
Dalej Autorka napisała o akcji odbicia więźniów z posterunku żandarmerii w Żołyni przeprowadzonej w kwietniu 1943 r. i udziale w niej żołnierzy AK z Woli:

Tam wspólnie z innymi oddziałami pod dowództwem kapitana Batury mieli odbić z posterunku żandarmerii kilku członków organizacji, uwięzionych za kolportaż wydawanej w Tarnobrzegu konspiracyjnej gazetki Odwet.

Z całym szacunkiem ale nie o kolporterów gazetki chodziło w tej akcji a o dwóch uwięzionych i torturowanych oficerach ze ścisłego dowództwa okręgu AK: Józefa Puchałe ps. "Lis" oraz Józefa Wawrzkiewicza ps. "Złom".

Na koniec pada stwierdzenie:

To były główne powody pacyfikacji. Niewątpliwą przyczyną była także działalność wójta Dümlera oraz zwerbowanych przez niego konfidentów, którzy dostali się w szeregi organizacji.

Z jakiego powodu akcja w Żołyni miała przyczynić się do pacyfikacji Woli a nie np. samej Żołyni lub Łańcuta? Tego Autorka nie wyjawia. Wydawało mi się do tej pory, że podobnie jak w Leżajsku pacyfikacja Woli spowodowana była działalnością agenturalną w szeregach organizacji podziemnych, w tym wypadu w AK. Jeszcze nie tak dawno temu każdy mieszkaniec Woli znał nazwisko głównego zdrajcy, zastrzelonego później na podstawie wyroku WSS. Dziś zapanowała jakaś dziwna amnezja. Pisze się o wójcie Niemcu, sołtysie, właścicielu gospody. Te osoby oczywiście też miały swój udział w sporządzaniu list proskrypcyjnych jednak "zasługi" trzech innych agentów a zwłaszcza jednego były znacznie większe. A już trudno mi naprawdę uwierzyć, że jak pisze Autorka:

"Głównym sędzią" był ukryty za rozwieszonym kocem, zamroczony alkoholem konfident.

.
Podobny chwyt psychologiczny Niemcy zastosowali podczas pacyfikacji Leżajska. Czy rzeczywiście możliwym jest by o losie zatrzymanych decydował zapijaczony konfident w obecności szych z Gestapo z Jarosławia i Rzeszowa? Raczej los skazańców był przesądzony przed pacyfikacją. Nie wierzę, że hitlerowski aparat bezpieczeństwa zdawałby się na taką improwizację. Natomiast wierzę, że była to perfidna gra psychologiczna.

Cóż, trudno mieć większe pretensje do Autorki, zważając na literaturę z jakiej korzystała pisząc artykuł.

Pozdrawiam

Ursi - 2013-12-09 21:25:28

Plumer napisał:

Tym razem Autorka podaję nieco inną datę zajęcia Woli przez Niemców:

"Niemcy weszli do Woli Zarczyckiej 9 września 1939 roku."

A to dobre!!!

powermed opinie organizacja imprez siecilan.pl